niedziela, 9 marca 2014

Skąd płynie mleko?

Karmię piersią. Nadal. Choć syn 10. miesięcy już skończył. Czy to źle? Dla nas dobrze, a opinia świata jest mi obojętna, niemniej taki sposób karmienia ma swoje minusy. I nikt mi nie powie, że nie! Od początku jednak... Gdy się Janek urodził (przez cięcie cesarskie) dostawiono mi go do piersi stosunkowo szybko (40 min. po porodzie). Zassał i jakoś szło. Piersi nabrzmiałe, gorące, ale z racji mojej dużej odporności na ból, zniosłam to bez większego narzekania. Synek dobrze łapał brodawkę, a więc NIGDY nie miałam ich poranionych. Powoli przybierał na masie, choć Maleńki był od początku (2550 g w chwili narodzin). Gdy przyszła położna środowiskowa i powiedziałam, że synek czasem (!) płacze (nie wrzeszczy), stwierdziła, że pewnie mam mało pokarmu, mąż ma iść do sklepu i kupić jakąś mieszankę, a gdybym się upierała przy karmieniu naturalnym, to mam ściągnąć i zobaczyć, ile tego mleka z obu piersi wyleci. Oniemiałam, ale że młodą matką byłam, ściągałam. Raz 50 ml, raz 70 ml z obu piersi. Gdy przyszła drugi raz, pochwaliłam się wynikami, a ona na to, że to stanowcza za mało i mam dokarmiać mm. Pomyślałam, że kobieta położną to chyba z przypadku jest i dalej karmiłam piersią. W 10. dobie życia pojechaliśmy z synkiem do lekarza, bo według mnie miał biegunkę (piszę według mnie, bo dzisiaj już wiem, że biegunka to nie była). Zatrzymali nas w szpitalu na dobę, narzekając, że syn taki drobny (ale przybierał prawidłowo!). Ten pobyt w szpitalu miał jednak swój plus - po pierwsze zrobiono Jankowi USG brzuszka, więc wiedziałam, że wszystko jest dobrze, a po drugie - trafiłam na miłe pielęgniarki, które pozwoliły mi zważyć synka przed karmieniem i po. I okazało się, że syn je za dwoje! Uspokoiłam się, jednak Janek pokochał pierś. Była dla niego wszystkim, nie tylko źródłem pokarmu. Męczące to było niesamowicie, zwłaszcza dla tak aktywnej osoby jak ja. Syn zasnął, ja wyciągam mu brodawkę z buzi, wstaję (kiedyś trzeba jeść, sikać, o obowiązkach nie wspominając), a ten zaraz w ryk! Koszmar, choć dzisiaj śmieję się, że to był okres, w którym przeczytałam największą ilość książek w moim życiu. Sytuacja rozwiązała się, gdy Janek skończył 10 tygodni. Za sprawą smoczka. Dzisiaj syn pije z piersi do czterech razy dziennie w ciągu dnia i ... nieskończoną ilość razy w nocy. I to jest niezwykle męczące. I tak jest o niebo lepiej niż było, ale nie oszukujmy się - dzieci pijące mieszankę najczęściej w tym wieku przesypiają noce. Nocne posiłki z piersi dość mocno mnie obciążają i utrudniają mi też dyscyplinę - najczęściej o 2 w nocy jestem tak padnięta, że biorę Janka do łóżka. Mimo że uwielbiam spać z synkiem, dla jego bezpieczeństwa nie chce tego robić (o czym w innym poście), ale nie daję rady. Padam na ryj, pisząc dosłownie.
Do tego te pytania, komentarze. Nie, nie przejmuję się, ale cholernie mnie one irytują. Kogo obchodzi fakt, że karmię piersią? Czy one są moją własnością czy może dobrem narodowym? Nie pojmuję tego, uwierzcie mi. 
Czy chce zakończyć mleczną przygodę? Nie, ale chcę pokazać, że z karmieniem wiążą się pewne niedogodności, a i trzeba się uodpornić na (nie)ludzkie komentarze. Karmienie naturalne stało się bowiem u nas jakąś ekomodą, nie karmisz piersią = wyrodna matka. Co za bzdura! Na FB mam (ostatnio wątpliwą) przyjemność należeć do grupy dotyczącej karmienia piersią. krew mnie zalewa, gdy jakaś matka opisuje swoje ogromne problemy dotyczące laktacji (dziecko się drze/ dziecko się rzuca/ dziecko nie śpi i ciągle płacze/ matkę krew zalewa (dosłownie i w przenośni)/ matka nic jeść nie może, bo coś dziecko uczula/ matka nie chce już dziecka, bo ono ciągle się drze), a odpowiedzi, jakie dostaje, to: dasz radę, wytrwałości, zaciśnij zęby, uspokój się, mieszankę podać łatwo, etc. I jak tu normalnie podejść do problemu?
O korzyściach płynących z laktacji wiem wiele, ale apeluję o zdrowy rozsądek. Szczęśliwa matka, to szczęśliwe dziecko. I ta zasadą powinna kierować się kobieta, która staje przed wyborem sposobu karmienia.

11 komentarzy:

  1. Amen.
    Całą ciążę nie wyobrażałam sobie innego karmienia jak pierś! Nawet w szpitalu byłam jedną z nielicznych, która nie chciala dokarmiać mm, choć ryczała z powodu braku czasu na wszystko. Jak wiesz ja nie poradziłam sobie z tym, że nie mogłam iść siku, czy zjeść... Bo Błażej, tak jak Janek gdy tylko brodawka z buzi uciekała - płacz! A smoczek niestety pomagał, ale na krótko. U nas przeszliśmy też na mm, bo wg lekarki za mało przybierał. Wg niej powinien więcej, dziś wiem, że przybierał, a że nie 1kg w ciągu 3 tygodni... no cóż. Kazała nam dokarmiać, dokarmialiśmy ale cycem karmiłam, dopoki nie zaczal ulewać. Myślałam, ze to moja wina i odstawiłam. Po 3mc okazało się, że to przez mm... No... Także tego mi zabrakło cieprliwości (po pierwsze, bo zbyt szybko się poddałam moim zdaniem, ale byłam wtedy baaardzo nieszczęśliwa że MUSZĘ karmić piersią i decyzję lekarki o mm przyjełam z błogoslawieństwem! po drugie co tu kryć odpowieniego wsparcia nie było).

    Ale co ja o sobie. Ważne, że TY robisz, to co chcesz. I karmisz jak chcesz. A noce... Spanie z Maleństwem ma swoje plusy ;)

    I ogólnie podpisuję sie pod Twym postem obiema rękami i nogami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że została dobrze zrozumiana ;-).

      Usuń
  2. Ja karmie piersią i też mnie wkurza pobudka w nocy co 2 godziny na mleko,ale cały czas kombinuje zeby zjadl syta kolacje to może nie będzie się budził

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie wprowadzenie kaszki podanej na wieczór nic nie zmieniło...
      Dodatkowo jestem obecnie na etapie oduczania dziecka spania ze mną i Janek "wyczuł" sprawę - budzi się co dwie godziny (czasem godzinę) i nie daje się odłożyć przez 40 min! Dzisiaj przeklinałam swojego cyca!

      Usuń
  3. ehh no bardzo mądre słowa, karmię mieszanką (hipokrytka) jednak mimo wszystko apeluję kobiety nie dajcie sobie wmówić żadnych głupot, karmcie jak najdłużej. Ja nie miałam chyba na tyle cierpliwości i Młody też w okresie gdy nie było mnie w domu (po pół dnia, a mleka tyle nie mogłam ściągnąć) przyzwyczaił się do butli, tak wyszło. W moim otoczeniu pół na pół jedni znajomi wyśmiali mnie, że karmię piersią (był to drugi miesiąc a karmiłam do 3) ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiednie wsparcie to podstawa. Ja regularnie chodziłam do doradczyni laktacyjnej i myślę, że wiele mi to pomogło. I tak jesteś doskonałą matką, pamiętaj!

      Usuń
  4. Ta położna to chyba naprawdę z przypadku, dziecię zawsze wyciągnie mleka więcej niż laktator, co za bzdury z tym odciąganiem pokarmu i sprawdzaniem ile go jest...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, i wyobraź sobie, ze do tego z prawdą się mijała. Na pierwszym spotkaniu kazała mi podpisać kartkę, że była na sześciu spotkaniach (mówiła, że później rzekomo o tych podpisach zapomina). Widziałam ją dwa razy, w tym raz, gdy byłam na spacerze.

      Usuń
  5. dziecko zje wiecej niz wyciagnie laktator wiem jak to bylo u nas.... ja odciagalam a piersi i tak byly pelne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natura wie co robi! ;-)

      Usuń
  6. Agnieszka brawo:) rozumiem Cię doskonale,u mnie jest b.podobnie ;)
    od kilku miesięcy noszę się z napisaniem cycowego posta,ale coś mi nie wychodzi ;)

    OdpowiedzUsuń