czwartek, 25 lipca 2013

Matka w autobusie

Początki mojego macierzyństwa to przede wszystkim próba dostosowania się do nowej roli, ujarzmienie rzeczywistości domowej i budowanie relacji w rodzinie z nowym jej członkiem. Trzeci miesiąc to czas, gdy wszystko wskoczyło już na swoje miejsca, hormony w moim organizmie przestały szaleć, a ja "nauczyłam się" swojego dziecka. To również czas postanowień i próba zmiany dotychczasowych nawyków. Jednym z nich jest otwarcie się na świat i ludzi. Chcę pokazać mojemu dziecku świat. Zabieram go ze sobą w różne miejsca i choć nie wiem, co on o nich myśli, jestem szczęśliwa, gdy widzę z jakim zainteresowaniem się rozgląda i jak cudowanie się śmieje. Jeździmy sobie do centrum miasta, do bibliotek, na Wyspę Młyńską. Nie obawiam się komunikacji miejskiej, ale mam z tym jednak pewien problem. Trafiam bowiem na różnych ludzi, których można ująć w następujące kategorie:
1. Ludzie pomocni - ci gdy tylko widzą, że szykuję się do wyjścia pytają, czy mogą pomóc. Nie zdążę nawet buzi otworzyć, a oni już łapią za wózek. Chwała im za to, bo bez pomocy drugiej osoby nie jestem w stanie wejść do tramwaju (moje miasto ma w posiadaniu tylko jeden tramwaj niskopodłogowy, jeżdżący na szczęście na mojej trasie, choć to właśnie Bydgoszcz słynie z produkcji tych pojazdów, i to najnowszej generacji). Ludzi pomocnych obdarzę zawsze miłym uśmiechem, podziękuję serdecznie...
2. Ludzie niewidzący - ci z kolei, choćbym im po nogach przejechała, nie widzą jak męczę się z wózkiem. Ja nie chcę żeby zwracali na mnie uwagę, bo to mnie nie interesuję, ale gdy wychodzę z wózkiem z autobusu niskopodłogowego i wjeżdżam kółkiem w dziurę na przystanku tak, że wózek niemal mi się przewraca, a kobieta stoi, bo chce wejść do autobusu i widzi całą sytuację i nic z tym nie robi, to mnie krew zalewa. Jeszcze żeby to starsza pani była, to rozumiem, ale nie czterdziestolatka! Miałam wnet wrażenie, że zniecierpliwiona jest, bo wejście blokuję. Niewidzący to najczęściej ludzie młodzi i niestety, w większości kobiety...
3. Ludzie źli - źli na mnie, oczywiście... bo jakim prawem wsiadam do pustego niemal autobusu!? Jakim prawem staję z wózkiem w miejscu do tego przeznaczonym, gdy stoi w nim jedna pani i ona musi się przesunąć!? Widzę w ich oczach pytanie: dlaczego nie siedzisz w domu? Nie pokuszę się nawet o komentarz...
4. Ludzie podtrzymujący się - i tu uściślę: podtrzymujący się mojego wózka! Proszę wybaczyć, ale czy wózek, w którym śpi moje dziecko, to element autobusu? I żeby mi się to raz zdarzyło, ale nie! Dobrze, że moje spojrzenie na daną osobę działało: persona oburzona, ale rękę z wózka zabierała.

Mimo różnych niedogodności dalej będę podróżowała miejską komunikacją. Radze sobie i to jest dla mnie dowód na to, że macierzyństwo nie ogranicza a otwiera nowe horyzonty.

Jutro wyruszamy w naszą pierwszą dłuższą trasę. Jedziemy z synkiem nad morze. Doczekać się nie mogę ;-)

14 komentarzy:

  1. udanej podróży życzę i wypoczynku :*
    ja komunikacją miejską nie podróżuję-wolę swoje nogi :)
    a odnośnie ludzi no cóż...są ludzie i ludziska i nic z tym nie zrobimy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam gdzie mogę to idę, nawet o autobusie nie myślę. Czasem jednak muszę jechać choćby do centrum, a ono oddalone jest 15 km od mojego domu. I wówczas, gdy mąż jest w pracy, pozostaje mi komunikacja miejska ;-(

      Usuń
  2. Udanej i spokojnej podróży ;)
    www.coraz-wiekszy-brzzuszek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. podróż była i spokojna, i udana ;-)

      Usuń
  3. Ach, u nas na szczęście sto procent autobusów niskopodłogowych, choć fochy przy odsuwaniu się z miejsca dla wózków są codziennością. Uodporniłam się;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ludzie podtrzymujący się - rozwaliło mnie to. Ludzie są różni, ale jak nie pomagają to mogliby chociaż zycia nie utrudniać. Zastanawiam się jak ja będę wkrótce podrózować.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ludzie opierają się na wózka? Dżizas fakin krajst! Mi by to do głowy nie przyszło, ależ to bezczelne, boże...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Ja byłam w takim szoku, że aż mnie zatkało...

      Usuń
  6. Haha, mimo wszystko ubawiłam się czytając ten wpis :) Ludzie - co za bezdenny wór różności! Ci "podtrzymujący się" oczywiście wygrali: szyt! Gratuluję jednak dystansu do sytuacji! No i cudownej pogody nad morzem i chwilowego choć oderwania od rzeczywistości!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogoda była cudowna, a oderwanie się od rzeczywistości przydało się ;-)

      Usuń
  7. marzę by nauczyć się używac chusty, jak na razie kiepsko mi idzie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. "Ludzie podtrzymujący się" - jeszcze nie spotkałam ;)

    OdpowiedzUsuń